poniedziałek, 17 lutego 2014

Prologo/wstęp (:

Czasami... to znaczy bardzo często zastanawiam się, co by było, gdyby nasze losy potoczyły się inaczej. 
Ja i Nialler mamy długą, nawet bardzo długą historie związaną z naszą przyjaźnią.
Wszystko zaczęło się piętnaście lat temu, kiedy miałam cztery lata. Mój ojciec pracował w firmie razem z mamą Nialla. Właśnie wtedy się poznaliśmy. 
Razem się bawiliśmy.
Razem wychodziliśmy na dwór.
Razem się wygłupialiśmy.
Razem się śmialiśmy.
Razem wszędzie chodziliśmy.
Nie rozstawaliśmy się na krok.
Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Może dla kogoś, kto nie wierzy w przyjaźń damsko-męską trudno jest to zrozumieć, ale naprawdę, to nigdy nie było nic więcej. Czysta przyjaźń. NA ZAWSZE!

Ale kiedyś musiało się to skończyć. Nie przypuszczałam jednak, że tak szybko.
Firma w której pracowali nasi rodzice splajtowała, a oni nie mogli znaleźć odpowiedniej pracy, tak dobrze płatnej, żeby wystarczyło na rachunki, zakupy i takie tam. Dlatego właśnie mieliśmy się wyprowadzić. Nialler miał zamieszkać z rodzicami u jego rodziny w Irlandii. Natomiast ja miałam mieszkać w samym centrum Londynu. Totalny paradoks. Nie mamy pieniędzy, dlatego przeprowadzamy się w miejsce, gdzie trudno jest znaleźć tani dom.

Na dodatek wszystko nie skończyło się na durnej przeprowadzce. Przed wyjazdem, pokłóciłam się z Horanem. W sumie... nawet nie wiem o co chodziło. Wykasowaliśmy numery swoich telefonów ( tak wiem, straszna dziecinada ). Dobrze, a więc wracając do rzeczy... wyjechaliśmy. Nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu, nawet głupiego dokładniejszego adresu. Każdy teraz pomyślałby co z Facebookiem. Więc... kiedyś obiecaliśmy sobie, że nigdy nie założymy sobie żadnego portalu społecznościowego, żeby nie stać się jak inni nastolatkowie. Żeby nie ograniczać naszej przyjaźni do pisaniu wiadomości na Twitterze, czy Asku. W sumie fajny pomysł, nie licząc tego, że wtedy straciłam go... NA ZAWSZE!

Nie raz wstukiwałam jego imię i nazwisko w wyszukiwarce na różnych portalach, ale nic nie wyskakiwało. Przynajmniej nie to czego szukałam. Mogłam też spróbować zadzwonić do jego mamy. Pewnego dnia spisałam numer z komórki mojego taty, ale ona nie odbierała. I znowu... i znowu... i znowu...

Po jakimś czasie zauważyłam go w telewizji, występował w programie muzycznym. Naprawdę nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Mój Nialler robiący karierę muzyka! Kiedyś śmialiśmy się, że pójdziemy na ulice, a Horan zagra coś na gitarze i zaśpiewa. Mieliśmy założyć się o to ile pieniędzy zbierzemy przez trzy godziny śpiewania. Zamiast tego wpatrywałam się jak głupia w telewizor jak mój przyjaciel spełnia swoje marzenia. Nie mogłam nawet pogratulować mu dojścia tak daleko.

Wtedy byłam już pewna, że już o mnie nie pamięta, w końcu po co miałby pamiętać o starej przyjaciółce, skoro miał nowych przyjaciół.

Nie mogłam przestać oglądać na laptopie ich teledysków, nie mogłam napatrzyć się na Nialla, tak bardzo się zmienił. Ale dla mnie zawsze będzie tym małym Horankiem, którego zawsze będę pamiętać...



---------------------------


\
Mam nadzieję, że wam się spodoba, chociaż nie mam talentu do pisanie (:

Proszę, jeśli dobrnąłeś do końca to strać te cenne 2 minuty swojego życia i skomentuj, proszę :D

#YOLO

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz