-Długo jeszcze będziesz kazała mi na siebie czekać ? - spytałam sfrustrowana, moją przyjaciółkę.
-Już - uśmiechnęła się odwracając od lustra. - Jak wyglądam ?
-Jak zawsze - odpowiedziałam - czyli idealnie, a teraz chodźmy. Jest już po jedenastej. - poinformowałam dziewczynę.
-Dobra, dobra, nie marudź już.
Zamknęłyśmy za sobą nasz pokój i weszłyśmy do windy, by po chwili wyjść na odpowiednim piętrze. Podeszłyśmy do drzwi i lekko w nie zapukałyśmy. Nie mogłam doczekać się miny mojej przyjaciółki, gdy zobaczy chociaż jednego z chłopców.
Nie musiałam długo czekać. Drzwi zostały otwarte przez Niallera. Od razu mnie przytulił, a później spojrzał na Rebecce. A ona tylko stała i wpatrywała się w blondyna z niedowierzaniem.
-To jakiś żart prawda ? - zająkała się, w końcu. - Mam zwidy? Czy po prostu jesteś jakimś klonem, czy czymś takim ?
-Jestem stu procentowo prawdziwy. Jeśli chcesz możesz mnie nawet dotknąć. - zaśmiał się.
Rebecca wyciągnęła rękę w stronę irlandczyka i dotknęła palcem wskazującym jego polika. To wyglądało strasznie zabawnie. Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
-Teraz wierzysz, że jestem prawdziwy?
-Teraz już tak. Nigdy bym nie pomyślała, że kiedykolwiek będę mogła cię dotknąć.
-Teraz możesz mnie nawet przytulić. - powiedział i ujął ją w swoich ramionach.
Blondynka w końcu uwierzyła, że mój przyjaciel jest prawdziwy, więc przeszliśmy do salonu w którym był Loczek. Od razu uśmiechnął się radośnie i pomachał do nas.
-Cześć. - przywitałam się. - a gdzie reszta?
-Zayn chciał spotkać się z Perrie, Louis z Eleanor, a Liam z Danielle. Więc zostaliśmy tylko my, bo niestety jesteśmy tacy samotni. - poinformował mnie.
-To chyba nawet lepiej, bo Rebecca raczej nie przeżyłaby tyle wrażeń na raz.
-Nie śmiej się ze mnie. - powiedziała obrażona.
-Ja tylko stwierdzam fakty - usiadłam na tym samym fotelu co zeszłej nocy.
-Przecież jesteśmy tylko zwykłymi chłopakami. No... może jesteśmy trochę bardziej szurnięci, ale po za tym jesteś zupełnie przeciętni - uśmiechnął się.
-Wcale, że nie. - zbulwersowała się dziewczyna.
-Teraz powinieneś jej powiedzieć, że może cię przytulić, czy coś tam. - zwróciłam się do Hazzy.
-Rebecco, możesz mnie przytulić, czy coś tam - zacytował mnie.
Rebecca rzuciła się uradowana na chłopaka, o mały włos go nie przewracając.
-Nie wierzę - powiedziała jeszcze raz...
.gif)
.gif)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz