-Ammm... jak zawsze. - blondyn położył się na łóżku, skupiając swój wzrok na suficie.
-Nie widzę mojego najlepszego przyjaciela przez miesiąc. Jest w trasie. I na dodatek nie chce mi nic o tym opowiedzieć. - rzuciłam mu karcące spojrzenie.
-Po prostu koncerty i spotkania z fanami są dla mnie codziennością.
-Ale dla mnie to zupełnie inna bajka, więc czekam na szczegółowy opis każdego dnia z tego miesiąca. - dołączyłam do irlandczyka kładąc się obok niego.
-Więc...po wylądowaniu w Teksasie jak zawsze czekała na nas masa directioners. Zaczęły się zdjęcia, autografy, rozmowy z nimi. Później jakoś udało nam się już od nich uwolnić, więc przeszliśmy do samochodu i pojechaliśmy do hotelu. Chwilę odpoczęliśmy i mieliśmy próbę, potem koncert, after party i znów wracaliśmy do hotelu. Poszliśmy spać. Rano mieliśmy jakiś wywiad w jednym programie. I polecieliśmy do Meksyku. Spotkanie z fanami. Próba. Koncert. After... Co ja mam ci jeszcze opowiedzieć ? Takie trasy są strasznie monotonne.
-Nie dla takiego zwykłego człowieka jak ja. Na pewno musiało się tam dziać coś fajnego. - zauważyłam, ale Nialler widocznie nadal nie chciał się odezwać. - Więęęęęęc... no dalej, opowiadaj. - naciskałam na niego.
-Więc opowiem ci resztę jutro bo jestem strasznie zmęczony - powiedział ziewając. - okej ?
Usiadłam na łóżku krzyżując ręce na piersi, udając obrażoną i wydęłam w niezadowoleniu wargi.
-Nie gniewaj się, mała - chłopak dźgnął mnie w policzek, co sprawiło, że zachichotałam.
-Więc przyjdziesz jutro na obiad ?
-Na obiad ?! Głupie pytanie. Oczywiście ! Na którą ?
-Dam ci znać jutro. - podniosłam się i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
-W takim razie do jutra - powiedział i cmoknął mój policzek, po czym poszedł do swojego samochodu zaparkowanego na ulicy.
Zamknęłam za nim drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
-Nie dla takiego zwykłego człowieka jak ja. Na pewno musiało się tam dziać coś fajnego. - zauważyłam, ale Nialler widocznie nadal nie chciał się odezwać. - Więęęęęęc... no dalej, opowiadaj. - naciskałam na niego.
-Więc opowiem ci resztę jutro bo jestem strasznie zmęczony - powiedział ziewając. - okej ?
Usiadłam na łóżku krzyżując ręce na piersi, udając obrażoną i wydęłam w niezadowoleniu wargi.
-Nie gniewaj się, mała - chłopak dźgnął mnie w policzek, co sprawiło, że zachichotałam.
-Więc przyjdziesz jutro na obiad ?
-Na obiad ?! Głupie pytanie. Oczywiście ! Na którą ?
-Dam ci znać jutro. - podniosłam się i ruszyliśmy w stronę wyjścia.
-W takim razie do jutra - powiedział i cmoknął mój policzek, po czym poszedł do swojego samochodu zaparkowanego na ulicy.
Zamknęłam za nim drzwi i uśmiechnęłam się sama do siebie.
