piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 9

Po dziesięciu minutach siedzieliśmy wszyscy w pokoju zajadając przy tym naleśniki. Tak jak uzgodniliśmy wcześniej, naleśnik z podłogi wylądował na talerzu Hazzy. Kiedy go jadł uśmiechaliśmy się do siebie z Niallem.
Jeszcze nie napatrzyłam się na jego uśmiech w którym byłam na zabój zakochana.
-Mamy jakieś plany na dzisiaj - spytała Rebecca, dokańczając swoją porcję śniadania.
Tak właściwie, to nie można było nazwać tego nawet śniadaniem. Bardziej pasowałoby, gdybym powiedziała, że był to obiad, na dodatek bardzo tuczący. Fuck! No właśnie. Miałam trochę schudnąć. Tymczasem ja zajadam się w najlepsze pizzą, naleśnikami... ciekawe co będzie następne. No ale w końcu żyje się raz!
-Ja nie chce ruszać się już z hotelu po dzisiejszym dniu. - stwierdził Loczek.
Posłałam chłopakowi pytające spojrzenie, a on już zaczął tłumaczyć nam swoją decyzję.
-Kiedy wyszliśmy na zewnątrz z Rebeccą, zaczepiły nas fanki i...
-Zaczepiły? To trochę za mało powiedziane. One go zaatakowała. - wtrąciła moja przyjaciółka. - Nie wiedziałam, że tak wygląda życie znanych na całym świecie osób.
-Nie przesadzajcie, nasze życie jest zupełnie normalne. - powiedział Nialler.
-Pomijając wasze liczne trasy, miliony fanek, pełno pieniędzy, które zarabiacie za śpiewanie i jeszcze wiele, wiele, wiele innych rzeczy. - zauważyłam z uśmiechem na twarzy.
-Ha ha - Irlandczyk zaczął próbować się bronić - bardzo śmieszne. Róbcie co chcecie, ale ja nie chce ostatniego wolnego dnia spędzić w czterech ścianach.
''ostatni wolny dzień'' . ''ostatni wolny dzień'' . ''ostatni wolny dzień'' .
Na samą myśl o tym zachciało mi się płakać. Ostatni wolny dzień kiedy możemy spędzić ze sobą trochę czasu. Chłopcy będą mieli znów zajęty cały grafik. Znów każdego dnia będą grać koncerty. Spotykać się z fankami. Podpisywać płyty, książki i takie tam na jakiś specjalnych spotkaniach. A Nialler już nie będzie miał dla mnie czasu. W końcu jestem tylko ZWYKŁĄ DZIEWCZYNĄ. A on ZNANYM NA CAŁYM ŚWIECIE PIOSENKARZEM. Przecież to dla normalnego człowieka jest oczywistą sprawą. Ludzie z dwóch różnych światów nie mogą nawet się przyjaźnić. Nie w tych czasach...
-Haloooo... ziemia do Lexi. - wybuchł śmiechem mój przyjaciel.
- Co ? - spróbowałam jak najbardziej naturalnie się uśmiechnąć.
- Wychodzisz z nami ?
-Myślałam, że Styles nie chce już nigdzie wychodzić - odwróciłam wzrok na chłopaka.
-Jednak ten debil ma racje, wole trochę ruchu na świeżym powietrzu niż siedzenie tutaj.
-Więc idziemy ? - upewnił się Horan.
Pokiwałam tylko głową, a blondyn uśmiechnięty wstał z krzesła, a później zaczął szukać czegoś w szafie.
Może powinnam udawać choć ten jeden dzień, że wszystko jest w porządku. Udawać, że nie przejmuje się tym co będzie jutro.
-Jak macie zamiar zostać niezauważeni przez fanki - dopytałam.
-Wyjdziemy tylnym wyjściem. Zawsze w takich wielkich hotelach są jakieś dodatkowe wyjścia ewakuacyjne.
-A co jeśli tam też będą czekały fanki.
-Lepiej żeby ich tam nie było - uśmiechnął się.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz